glany-na-obcasach bloguje...




No cóż....

  No i przyszedł ten moment, w którym po raz kolejny muszę zmienić bloga. Nie jestem zadowolona z tego faktu, ale skoro dotarły tu osoby niepowołane, to nie mam wyjścia. Nowy blog jest już w sieci i tam teraz zapraszam. Osoby zainteresowane dalszym czytaniem moich bazgrołów proszę o maila na adres o.szpejankowska@gmail.com 

Pozdrawiam!


Tagi: finito
2010-02-17 21:26:38 skomentuj (4)
Kwiatki z pracy
A oto na co można natknąć się pracując w Call Center: (autentyczne nazwy własne miejscowości i ulic jakie wyskoczyły w systemie mnie i kilku moim znajomym)
  • Złe Mięso
  • Zaszczaniec
  • Stok Ruski
  • Szwaby
  • Krzyczki Żabiczki
  • Zławieś
  • Ludzisko
  • Podła Góra
  • Kłopoty Bańki
  • Kolonia Mordy
  • ul. Kupa (w Krakowie)
  • ul. Zaułek Krowiego Łajna

Ludzie wymyślający nazwy są niezwykle kreatywni, czyż nie? ;)

Tagi: praca
2010-02-15 21:36:34 skomentuj (8)
Teraz już z górki =)
Sesja dobiega końca. Powoli mija mi stres, ale wróci na pewno przed ostatnim egzaminem. Wszystko inne zaliczone i to muszę przyznać z dobrymi wynikami – czego się nie spodziewałam :P
  W sobotę deadline.... Ogólnie egzamin z tego przedmiotu był już jakieś 2 tygodnie temu, ale nie było mnie, bo się pochorowałam. Tak więc mój pierwszy termin przypada na sesję poprawkową. Bądź co bądź cieszę się, że nie pisałam w pierwszym terminie, bo nie wiem czy bym to zaliczyła. Z resztą u tego Pana zdaje się w systemie szesnastkowym – 16 osób na rok zalicza... Z tego co słyszałam, to z pierwszego terminu zaliczyła tylko jedna osoba (pisało ok 50 – bo tylko tyle spośród 200 miało zaliczone ćwiczenia...) No ja z ćwiczeniami na szczęście nie miałam problemu, tak więc teraz spokojnie mogę iść na tego kolosa. Ale i tak horrorem będzie część ustna... no cóż, jakoś to będzie ;)

W zasadzie nie bardzo mam o czym opowiadać, bo przez ten dość długi czas nie wiele się u mnie działo. Praca, uczelnia, dom... Oprócz nauki zaczęłąm trochę oglądać TV. No bo przecież nie można tylko i wyłącznie siedzieć nad książkami... Jakoś wzieło mnie na seriale popularno – naukowe. Moim ulubionym stało się „Jak to jest zrobione”. Chwilami człowiek na prawdę nie przypuszczałby ile roboty jest z różnymi rzeczami...
Np. piszczałki do organów są ręcznie zwijane z metali - cyny i ołowiu - (a jest ich w organach ok 10 000), natomiast zawory do nich zrobione są ze skóry i drewna. A wiedzieliście, że nakrętek aluminiowych do butelek powstaje w ciągu roku ok 1000 ton? A zdawaliście sobie sprawę, że światłowody (cienkie kabelki do przesyłania danych) zrobione są ze szkła, a z kolei pastylki – np. takie przeciwbólowe, powlekane są w wielkim bębnie po kilkanaście tysięcy sztuk na raz?
Jeszcze ciekawa była produkcja miodu. W pierwszej fazie produkcji – wybieranie plastrów miodu – żeby pszczoły uciekły w niższe poziomy ula trzeba nałożyć nakładkę o zapachu wiśni.
Parę razy zdażyło mi się obejrzeć też „Szaloną Stronę Nauki”. Też można dowiedzieć się sporo fajnych rzeczy. Naukowcy dowiedli, że komary nie kąsają osób, które są chore na raka i niektóre inne ciężkie choroby. Tak więc jeśli nigdy nie macie problemów z tymi upierdliwymi owadami, to warto się przebadać (nie tylko pod kątem raka).
Polecam Discovery :)

A tak w ogóle, chciałam przypomnieć, że mamy dziś walentynki :) I tak z tej okazji obrazek – nie mogłam się powstrzymać!! =P




A wieczorkiem kolacja przy świecach z moim A ♥


  P.S. Subtelna zmiana wystroju. Żadna z grafik, które można znaleźć w internecie jak na razie nie rzuciła mnie na kolana, więc tym razem była zabawa z Photoshopem, xhtml i css. Podziękowania dla mojego za pomoc :) 
Tagi: studia, sesja, walentynki
2010-02-14 13:18:10 skomentuj (7)
Ciśnienie jest coraz większe...
Z kilku powodów.
Głównym jest chyba sesja, która w dalszym ciągu pozostaje dla mnie nowością, mimo że już pożądnie dała mi w kość. Nie lubię, poprostu strasznie nie lubię być w niepewności. Test z gegry był już ponad tydzień temu – wyników nie ma do tej pory. O geomatyce już nie wspomnę, bo gość nie może się zebrać do sprawdzenia kartkówek z początku semstru... Pocieszająca jest myśl, że mam zaliczone ćwiczenia z grafiki inżynierskiej, co wcale nie oznacza, że z zaliczenia z wykładów będę zwolniona (bo nikt nie pamięta ile list było i kto się kiedy wpisywał, a zwolnieni są tylko ci, co mieli wpisy na wykładach)....
A w niedzielę dla odmiany czeka mnie test z matmy – cudowny prezent na urodziny^^ No cóż, o reszcie demotywujących tematów związanych ze studiami na razie nie będę wspominać.

Kolejny powód to z pewnością praca: parę spraw jest moim zdaniem rozwiązanych nie tak jak powinno być, ale pozwolicie, że póki co nie będę rozwijała tematu. Nie mam pewności kto czyta tego bloga i tymbardziej jak zrozumie to co bym tu napisała. Poza tym na dzień dzisiejszy nie chcę rzucać oskarżeń, bo nie zdążyłam jeszcze ich sprawdzić. Sama nie lubię, jak ktoś rzuca nieuzasadnione oskarżenia, więc nie będę robić tego samego.

Zdrowie, niech to szlag – co i rusz się coś sypie... W środę pojechałam do szpitala – zdążyłam dojechać do pracy i po 30 min z niej wyjść. Ehh... Chciałabym tylko podziękować jeszcze raz Ninie, która odeskortowała mnie tam. Jednak są jeszcze na tym świecie ludzie, dla których inni są ważniejsi od kariery, pieniędzy lub wygody. To się teraz chwali.

No nic – dzisiaj sobie tylko ponarzekałam, nie koniecznie chce mi się kontynuować jeszcze jakikolwiek temat. Jestem zmęczona, ostatnio nie dosypiam, mimo zwolnienia, na którym siedzę od tej nieszczęsnej środy.
Ajjjjjjj...... nie mogę się doczekać jutra... z resztą opiszę wszystko za parę dni :P
Pozdr. dla wszystkich.
A ♥ kocham Cię :)

 

 

 


Tagi: studia, sesja, maruda
2010-01-15 23:08:35 skomentuj (13)
No i od nowa...
Załamująca jest myśl, że od jutra wszystko wraca do normy... znów rutyna... praca, studia, dom, praca, studia, dom, praaaaaca, studiaaaa, dom... za co...?
pomijając już fakt wiszącej nade mną sesji, która wcale nie mobilizuje mnie do uczenia się, a wręcz przeciwnie....
Od piątku zaczyna się młyn – geografia (i być może prawo – bo oczywiście nie udało się jak na razie przesunąć pokrywających się wykładów – w tym jeden z nich mamy zaliczać.... Cholera jasna: płacę za te studia ciężkie pieniądze i nie mogę skorzystać ze wszystkich wykładów, bo jakiś profesor wymyślił sobie, że on zmieni termin w ogóle nie konsultując tego z nami... Jeszcze zrozumiałabym, gdyby zrobił tak przy normalnych warunkach... a on tak namieszał tuż po awarii planera, po której nie byliśmy wstanie tak szybko powprowadzać dużo wcześniej uzgodnionych zmian... Dlatego widząc sytuację wykładowca powinien uzgodnić z nami czy przypadkiem coś się nie będzie pokrywać... No i oczywiście wina za zamieszanie spadnie na nas, bo na kogo by innego....? Wnerw...)
Ale dalszy ciąg młynu to informatyka w sobotę, geomatyka w niedzielę, a potem w przyszłym tygodniu matematyka, za dwa tygodnie grafika inżynierska i druga matematyka (ta z wykładów... no chyba, że uda mi się zaliczyć ćwiczenia dobrze, to wtedy mnie zwolnią z tego...). Od lutego podstawy nawigacji i geomatyka (z wykładów). I tego ostatniego boję się najbardziej, bo wykładowca którego mamy uwala co roku około 95% studentów... i bynajmniej nie dlatego, że się nie uczą... Cud miód...
To wszystko jest wyjątkową zachętą do uczenia się, nieprawdaż? :|
Dobra koniec z narzekaniem... Nie tylko studiami człowiek żyje ^^
Byłam ostatnio na tym filmie Jamesa Camerona 'Avatar'. No i przyznam, że na prawdę miło mnie zaskoczył. Fabuła nie jest może jakaś wyszukana, ale chyba właśnie dlatego ma swój urok. Przede wszystkim podobał mi się pomysł. To w jaki sposób wygląda świat Na'vi, jaka jest jego konstrukcja i jakie są postacie. Świat Pandory na każdym kroku wydaje się magiczny. :)
Przyznam szczerze, że nie chciało mi się na to iść, bo myślałam sobie, że jak zawsze media narobią szumu wokół filmu, który jest przeciętny, albo i gorzej...

No i dodatkowo to, że jest to kolejna produkcja o kosmitach i wojnie dwóch światów... No ale, że mój A ♥ chciał na to iść, to mówię, niech już będzie. W sumie dlaczego by nie ;) I jak wspomniałam wcześniej, nie spodziewałam się że tak miło mnie zaskoczy. 
Dla fanów filmów science-fiction i dobrze kończących się historii z pewnością będzie to tzw. „uczta kinomana” :P

Pozytywów to nie koniec – razem z moim A ♥ byliśmy przedwczoraj w Lesznie u Michała. Fajnie fajnie. To była pierwsza jak dotąd zabawa samolocikiem, który dostał pod choinkę.
Powrót z Leszna nie bez przygód – nasz autobus rąbnął w jakiegoś gościa, który wyjechał z małej uliczki. Rozwalił mu zderzak i wgniótł przednie drzwi od kierowcy. No i dodatkowo skosiliśmy wysepkę....
No i tym sposobem – ponieważ autobusy co godzinę – mieliśmy podwózkę samochodem do Górczewskiej.

No a dziś dzień upłynął mi łyżwowo. Razem z kumplem poszłam na lodowisko. Co prawda jeżdzenie na łyżwach idzie mi średio, ale bawiłam się bardzo dobrze. :) W przyszłym tygodniu powtórka!
No i tym optymistycznym akcentem zakończę klepanie na dzisiaj.
Tagi: sesja, łyżwy, avatar, leszno
2010-01-04 23:26:28 skomentuj (13)


      księga gości

2011
styczeń
2010
październik
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień


Tagi


Zrób coś dla NIE siebie
cafe animal
POMOC DLA ZWIERZĄT
podziel się posiłkiem
rozwój kardiochirurgii
spełniamy dziecięce marzenia
pomoc dla potrzebujących
budowa domów
pomoc dla chorej Agnieszki
sadzimy nadzieję

czytam...
razem-dotykamy-nieba
ciastko z budyniem 2
a&m
jazona
z-wiara-w-milosc
niezwykla-nastolatka
zielonacytryna
motylekkk
gangsta 2
brdadshaw
uwierz-w-anioly
na-rozstaju
ciastko-z-budyniem
swiat-wg-blondynki
30secondstosilence
wiola
gangsta126

inne
blebleble
nespoon
inspiracje
fotki kotów (random)
forum geodezji
kotburger
demotywatory
tu się uczę
toxel
Miniaturki
fajne koraliczki2 ;)
zabite w butelkę
fajne koraliczki:)
notpron
ANKIETA
worth1000
forum mojej klasy

przyjaciele, kumple, znajomi...
blog Julki
Aktualny blog Słoneczka
Blog mojego brata
Dawny blog mojego Słoneczka